Dzisiaj chcę Wam pokazać tekst, który ukazał się na Substacku i który – moim zdaniem – dotyka czegoś bardzo głębokiego i bardzo aktualnego. Autorem jest Seth Holehouse, znany jako Man in America – patriota, mąż i ojciec, który od lat bada struktury władzy, korupcję i mechanizmy zła w systemach. Oryginał znajdziesz tutaj: https://maninamerica.substack.com/p/the-epstein-files-broke-something
To nie jest kolejny artykuł o sensacji. To osobista refleksja oparta na faktach, dokumentach i analizie, dlaczego system chroni zło – i co to oznacza dla nas wszystkich. Tekst jest długi, bo każdy fragment jest ważny. Jeśli kiedykolwiek czuliście, że coś w naszym świecie jest głęboko chore, ale nie potrafiliście tego nazwać – przeczytajcie do końca. To nie wiara w teorie. To próba zrozumienia na podstawie dowodów.
Pliki Epsteina trafiły we mnie w sposób, którego się nie spodziewałem
Ujawnienie plików Epsteina uderzyło we mnie mocniej, niż się spodziewałem. Badam te sprawy od ponad dekady, więc nie chodzi o nowe, szokujące informacje, które mnie zaskoczyły. Ale z jakiegoś powodu czytanie tych e-maili, wiadomości, oglądanie zdjęć – to wszystko sprawia, że staje się realne jak nigdy wcześniej. Wprowadziło mnie w głęboko refleksyjny stan umysłu. Może podobny do tego, co czułem w tygodniach po zamachu na Charliego Kirka. I chyba to ma sens. Bo dla mnie zarówno zamach, jak i te pliki dają to samo uczucie: przytłaczającego zła.
Zła tak realnego, że prawie można je dotknąć.
To jedno – oglądać dokumenty, czytać książki czy słuchać podcastów o złych ludziach na świecie. To zupełnie co innego, gdy czujesz, że to zło wyszło z cieni i patrzy ci prosto w twarz. Nie ukrywa się. Nie udaje. Po prostu patrzy i mówi: „Jestem tu”.
A gdy patrzysz na coś takiego, masz naprawdę tylko dwie opcje. Możesz odwrócić wzrok. Albo spróbować to zrozumieć.
Teraz wybieram zrozumienie. Bo myślę, że to jedyny sposób, by walczyć.
Nauka o złu u władzy
Więc jak mamy zrozumieć to, co ujawniły te dokumenty Epsteina? Nie chodzi tylko o to, że niektórzy politycy okazali się skorumpowani. Chodzi o to, że niemal cała globalna struktura władzy wydaje się zbudowana na korupcji, łapówkach, szantażu, morderstwach i czystym złu.
I gdy to do ciebie dociera, chcę cię zabrać w miejsce, które może pomóc zrozumieć, na co naprawdę patrzymy.
Jest książka zatytułowana Ponerologia polityczna polskiego psychologa Andrzeja Łobaczewskiego. Napisał ją, żyjąc pod rządami komunistycznymi w Polsce. Zaczął w późnych latach 60., badając, jak patologiczni ludzie wspinają się w systemach totalitarnych. Oryginalny manuskrypt został skonfiskowany i zniszczony przez tajną policję. Później przepisał całą książkę z pamięci na początku lat 80., po ucieczce z kraju. Została opublikowana po angielsku dopiero dekady później.
To, co czyni tę książkę tak niepokojącą, to traktowanie zła nie jako idei religijnej czy debaty filozoficznej, ale jako czegoś klinicznego. Coś, co można obserwować. Coś, co można badać tak samo, jak bada się chorobę.
Jego główne odkrycie brzmi: społeczeństwa nie upadają po prostu z powodu złych polityk czy skorumpowanych praw. Upadają, gdy ludzie z głęboko zaburzonymi umysłami – zwłaszcza psychopaci i ekstremalni narcyzi – cicho wspinają się na pozycje władzy i zaczynają przekształcać instytucje na obraz własnego wewnętrznego świata.
Łobaczewski wyjaśnia, że mały procent populacji, około czterech procent, nie doświadcza empatii, współczucia czy sumienia w sposób, w jaki robią to normalni ludzie. Te osoby są napędzane prawie wyłącznie własnym interesem, władzą i kontrolą, niezależnie od szkody wyrządzanej innym. I z tego powodu naturalnie przyciągają je pozycje autorytetu, gdzie mogą zyskiwać wpływ na duże liczby ludzi. Grawituują ku rolom takim jak politycy, sędziowie, prokuratorzy, oficerowie wywiadu, dyrektorzy korporacji, bankierzy, potentaci medialni i liderzy głównych instytucji. Wszędzie, gdzie władza jest skoncentrowana, znajdziesz ich próbujących się wspinać.
A oto co czyni to jeszcze bardziej niebezpiecznym. Ponieważ brakuje im normalnego moralnego ograniczenia, są gotowi robić rzeczy, o których większość ludzi nawet nie myśli. Będą kłamać bez wahania. Oszukiwać. Kraść. Manipulować. Szantażować. Niszczyć innych, by awansować. I robią to w pełni świadomi, że normalni ludzie są ograniczeni sumieniem i strachem przed konsekwencjami. To daje im ogromną przewagę w konkurencyjnych systemach. Wiedzą dokładnie, gdzie normalni ludzie się zatrzymają. Oni nigdy.
Co czyni to jeszcze bardziej niebezpiecznym, to że stają się ekspertami w wtapianiu się. Studiują normalne ludzkie zachowanie. Uczą się imitować emocje. Wielu z nich jest wysoce inteligentnych, charyzmatycznych, dobrze mówiących i na zewnątrz cnotliwych. Mogą wydawać się współczujący, patriotyczni i moralnie uczciwi, podczas gdy nie mają żadnego wewnętrznego kompasu moralnego. Są dosłownie wilkami w owczej skórze. Ukrywającymi się na widoku.
Co to jest patokracja?
A gdy wystarczająco wielu takich ludzi wspina się na przywództwo i zaczyna promować i chronić siebie nawzajem, system sam się zmienia. To jest to, co Łobaczewski nazywa patokracją – systemem, gdzie patologiczni ludzie rządzą normalnymi ludźmi.
W patokracji kłamstwo staje się normą. Okrucieństwo jest usprawiedliwiane jako polityka. Prawda staje się niebezpieczna. A ludzie z funkcjonującymi sumieniami są wypychani lub uciszani. System nie tylko staje się skorumpowany. Staje się wrogi dobroci samej w sobie. I z czasem koncentracja patologii osiąga punkt nasycenia, gdzie szkody stają się widoczne i system zaczyna pękać.
Teraz, gdy patrzysz na sprawę Epsteina przez ten pryzmat, przestaje wyglądać jak pojedynczy przestępca działający w izolacji. Skala nadużyć. Ochrona. Cisza. Zniszczone dowody. Powtarzające się instytucjonalne niepowodzenia w pełnym ujawnieniu prawdy. To wszystko wskazuje na coś głębszego. Wygląda na patokratyczny system chroniący swoich.
Epstein nie był chorobą. Był symptomem.
Jak sobie z tym poradzić?
Więc po prostu: nasz świat jest rządzony przez złych ludzi, którzy zrobią wszystko, złamią każde prawo, przekroczą każdą granicę, by utrzymać kontrolę i zwiększyć swoją władzę.
A pytanie, które zadaję sobie ciągle, brzmi: jak na ziemi mamy to zrozumieć? Dla ludzi takich jak ty i ja – ludzi, którzy chorują i płaczą na samą myśl o skrzywdzeniu niewinnego dziecka – jak mamy poradzić sobie z rzeczywistością, że jesteśmy rządzonymi przez ludzi, którzy nie chorują na myśl o krzywdzeniu dzieci? Ludzi, którzy to lubią? Którzy robią to dla sportu?
I nie zatrzymują się na tym. Dosłownie konsumują krew i ciało swoich ofiar, pełne adrenaliny. To ich narkotyk wyboru. Niektórzy mówią, że daje im haj dziesięć razy silniejszy niż heroina. I ma odwracać starzenie. Utrzymywać ich młodych. Jak to się różni od starożytnych historii i mitów o wampirach czy demonach, które konsumują dusze ludzi, by dać im moc i nieśmiertelność?
Ojcowie Założyciele ostrzegali nas
John Adams napisał kiedyś: „Nasza Konstytucja została stworzona tylko dla moralnego i religijnego Narodu. Jest całkowicie nieodpowiednia dla rządu jakiegokolwiek innego.”
Nie był jedynym Ojcem Założycielem, który trzymał ten pogląd. James Madison napisał, że nasza Konstytucja wymaga „wystarczającej cnoty wśród mężczyzn dla samorządu”, w przeciwnym razie „nic mniej niż łańcuchy despotyzmu nie może powstrzymać ich od niszczenia i pożerania siebie nawzajem”.
Czy powiedziałbyś, że nasz naród jest jeszcze moralny i religijny? Czy powiedziałbyś, że jest wystarczająca cnota wśród mężczyzn? Może dla wielu z nas tak. Ale dla naszego narodu jako całości? Naszych liderów i instytucji?
To jest dosłownie zło na poziomie Dni Noego, które widzimy. Patrzymy wokół i zastanawiamy się, jak nasz świat stał się tak zepsuty. Dzieci zdezorientowane płciowo. Śmiercionośne leki sprzedawane jako cudowne lekarstwa. Propaganda zamiast wiadomości. Miliony zaginionych dzieci. Otwarcie sataniczna branża rozrywkowa. Lista ciągnie się i ciągnie.
Może czasem patrzysz wokół i myślisz: co na ziemi stało się z tym krajem?
Cóż. Biorąc pod uwagę to, co teraz wszyscy wiemy. Co jest wyraźnie zapisane w tych milionach dokumentów. Czy to teraz ma sens?
Mówią nam, że nasz kraj jest reprezentatywną demokracją. Nie zgadzam się. To niereprezentatywna patokracja. Wariaci rządzą azylem. I wydaje się, że nie czują już potrzeby ukrywania tego przed nami.
Dlaczego teraz? Objawienie metody
A to prowadzi mnie do kolejnego pytania, które zadawałem sobie cały tydzień. Dlaczego teraz? Dlaczego ujawniać wszystkie te dokumenty teraz? Dlaczego nie zaciemnić niektórych nazwisk? Dlaczego pozwolić publiczności zobaczyć wszystkie disturbing szczegóły zawarte w tych plikach?
Nie musieli ich ujawniać. Mogli ujawnić trzy miliony stron czarnych pudełek i powiedzieć przepraszam, wszystko zaciemnione z powodów bezpieczeństwa narodowego.
Czy to jest objawienie metody?
Czy znasz ten termin? To gdy źli ludzie u władzy przestają ukrywać, co robią, i po prostu wystawiają to na widok. Bo wiedzą, że większość ludzi i tak nie zareaguje. Prawda wychodzi na jaw. Ludzie są zaniepokojeni. Może gniewni na minutę. A potem nic się nie dzieje. Życie toczy się dalej.
To zło na widoku. Prawie jakby mówili: „pokazaliśmy ci. Widziałeś to. I nic nie zrobiłeś”.
W ich umysłach ta cisza staje się pozwoleniem. Nie dlatego, że ludzie zgodzili się. Ale dlatego, że zamarzli. Zostali rozproszeni. Przekonali siebie, że to zbyt duże, by skonfrontować.
To jest sposób, w jaki ludzie są kondycjonowani. Gdy przerażające rzeczy są ujawniane powoli, przez nagłówki, dokumenty czy rozrywkę, szok się zużywa. To, co powinno wyzwalać oburzenie, zaczyna czuć się normalnie. I to jest celem. To nie jest szczerość. To dominacja. To dowód, że system może ujawnić własną korupcję i nadal funkcjonować.
Dlatego stare powiedzenie ma teraz tak duże znaczenie: „Jedyna rzecz potrzebna do triumfu zła to, by dobrzy ludzie nic nie robili”.
A teraz nic nierobienie to dokładnie to, na co oni liczą.
Co to robi z naszym społeczeństwem?
I podczas gdy wielu krzyczy o sprawiedliwość i odpowiedzialność – na co absolutnie mam nadzieję, ale zero nadziei, że faktycznie się stanie – mój umysł ciągle wraca do innego pytania. Co to zrobi z naszym społeczeństwem? Z naszą kulturą?
Jeśli dostajemy dostęp do tej informacji – potwierdzenie, że potężni ludzie, ludzie kontrolujący rządy, systemy bankowe, masywne firmy technologiczne, firmy medialne i więcej, popełniają najbardziej ohydne i złe akty wyobrażalne – i nie robimy nic z tym… to może ciężar naprawdę spada na nas.
Może nie tyle na ciebie i mnie, którzy walczymy w jakikolwiek sposób możemy. Ale na ludzi, którzy mogą zobaczyć kawałki tej koszmarnej układanki i po prostu wybrać wyłączenie jej. Powrót do ich meczu NFL. Powrót do ich gier online. Powrót do ich FOX News czy MSNBC. Powrót do ich chleba i igrzysk.
Czy to jest to, jak wygląda społeczeństwo w końcowych stadiach upadku? Gdy korupcja jest tak rampant, tak arogancka, wciskana prosto w nasze twarze, a masy są tak rozproszone i potulne, że zło może po prostu pochłonąć całe narody, a ludzie pójdą z tym?
Niedawno natknąłem się na post na Substacku rosyjskiego filozofa Aleksandra Dugina, który spróbował odpowiedzieć na to pytanie. Napisał artykuł zatytułowany „Pedofilscy Prezydenci i Pliki Epsteina”. W nim mówi:
„Cała zachodnia elita została zdyskredytowana. Epstein funkcjonował jako rodzaj ‘działu kadr’ dla rządu światowego. Kandydaci na globalną władzę przechodzili tam przez pewne rytuały i przestępstwa – w tym nadużycia nieletnich, morderstwa i kanibalizm – wszystko nagrane na film dla późniejszej kontroli. Zachodni świat upadł. Żaden zachodni lider polityczny, czy to w Stanach Zjednoczonych czy Unii Europejskiej, nie ma żadnego moralnego autorytetu. To jest coming out: praktycznie cały Globalny Zachód jawi się jako pedofilska sataniczna organizacja. To koniec jakichkolwiek roszczeń do przywództwa. Teraz ktokolwiek wchodzi w umowy z zachodnim politykiem musi rozumieć, że może siedzieć obok maniaka i mordercy. To jest Zachód. Dlatego po publikacji tych dowodów albo ludzkość zniszczy ten system, tę potworną totalitarną sektę, albo Zachód zniszczy ludzkość, przekształcając całą planetę w coś przypominającego wyspę Epsteina, która stała się już symbolem nowoczesnego Zachodu jako całości.”
Teraz, Dugin jest polaryzującą figurą. I nie musisz zgadzać się z wszystkim, co reprezentuje, by rozpoznać, że mówi głośno to, co miliony ludzi na całym świecie już czują.
Zachodnia struktura władzy została ujawniona. I pytanie teraz nie brzmi, czy system jest skorumpowany. Ta debata jest skończona. Pytanie brzmi, co dzieje się dalej.
Jak upadają patokracje
I chcę wrócić tu do Łobaczewskiego, bo on nie tylko zdiagnozował chorobę. Opisał, jak to się kończy. I to jest właściwie miejsce, gdzie jest nadzieja we wszystkim tym.
Widzisz, Łobaczewski zauważył, że każda patokracja niesie ziarna własnego zniszczenia. Te systemy wyglądają na niepokonane z zewnątrz. Kontrolują banki. Kontrolują media. Kontrolują sądy. Kontrolują agencje wywiadowcze. Ale mają fatalną słabość.
Ludzie nimi rządzący są niezdolni do zrozumienia, jak normalni ludzie naprawdę myślą i czują.
Mogą imitować empatię. Mogą udawać współczucie. Ale nie mogą tego naprawdę zrozumieć. I z tego powodu konsekwentnie przeceniają własną władzę i niedoceniają odporności zwykłych ludzi.
Opisuje proces, który nazywa „dysydencją normalnych”. To gdy wystarczająco wielu ludzi w patokratycznym systemie zaczyna cicho rozpoznawać, co się dzieje. Zaczynają widzieć przez maskę. Zauważają okrucieństwo ubrane w politykę. Zauważają kłamstwa ubrane w przywództwo. Zauważają pustkę za performansem.
A gdy to rozpoznanie osiąga masę krytyczną, system staje się nie do utrzymania. Nie z powodu jakiejś dramatycznej rewolucji. Ale dlatego, że normalni ludzie, którzy utrzymywali maszynę w ruchu, po prostu przestają współpracować. Przestają wierzyć kłamstwom. Przestają egzekwować reguły. Przestają odwracać wzrok.
I to dokładnie tam, gdzie jesteśmy teraz. To jest to, co reprezentują te pliki. Trzy miliony stron dowodu, że maska zsunęła się. I nie może być założona z powrotem. Nie tym razem.
Świadomość jest prawdziwym zwycięstwem
Teraz wiem, że niektórzy z was są oburzeni. I powinniście być. Wiem, że niektórzy chcą aresztowań. Chcą widzieć tych ludzi w kajdankach. Chcą, żeby ci wszyscy źli ludzie w końcu „trafili do Guantanamo”, gdzie spotka ich sprawiedliwość wojskowa, bez litości, bez uników, bez cywilnych sądów. I modlę się o to też.
Ale chcę być z wami dziś szczery. Nawet jeśli to się stanie – nawet jeśli garstka potężnych ludzi poniesie konsekwencje – to nie naprawia struktury. Możesz wyrwać kilka chwastów z ogrodu, ale jeśli gleba jest zatruta, nowe chwasty wyrosną z powrotem.
Prawdziwe zwycięstwo tutaj – to, na które wskazałby Łobaczewski – to świadomość. To rzecz, której zło boi się najbardziej. Nie organów ścigania. Nie śledztw. Nawet nie kary. Czego boi się najbardziej, to bycia widzianym. Bycia rozpoznanym za to, czym jest.
Bo gdy to zobaczysz, nie możesz tego odwidzieć. A gdy wystarczająco wielu ludzi to zobaczy, gra jest skończona.
Dlatego spędzili dekady ukrywając się. Dlatego budowali systemy, które znieczulają, rozpraszają i kondycjonują. Bo wiedzą: gdy maska spada i ludzie naprawdę widzą – nie ma już odwrotu.
To jest moment, w którym jesteśmy. Maska spadła. Zło jest na widoku. Teraz wybór należy do nas: odwrócić wzrok – czy zrozumieć i przestać współpracować z systemem, który na tym złu stoi.
To nie jest łatwe. Ale to jest odwracalne – jeśli wystarczająco wielu z nas przestanie odwracać wzrok.
Co o tym myślicie? Napiszcie w komentarzach. Czas przestać milczeć.












